Zamiast narzekać, że myśmy tu sobie w Brukseli „ładnie to wszystko napisali, ale co z tego wynika dla przeciętnego obywatela” – trzeba się zastanowić, czy opisane sytuacje, sugerowane rozwiązania dałoby się zaadaptować w moim kraju. – twierdzi Michał Boni, europarlamentarzysta, członek parlamentarnej grupy Brain, Mind and Pain (MEP Interest Group on Brain, Mind and Pain) zaangażowany w tworzenie raportu Value of Treatment...

 

O tym, jak ważny jest mózg, jego zdrowie, z Michałem Bonim, europarlamentarzystą, członkiem parlamentarnej grupy Brain, Mind and Pain (MEP Interest Group on Brain, Mind and Pain)

ROZMAWIA IZA CZARNECKA-WALICKA

 

Był Pan zaangażowany w tworzenie dokumentu Value of Treatment (na naszych łamach – „Świat Mózgu” nr 2/2017 – szeroko wypowiadał się o nim Frédéric Destrebecq, dyrektor wykonawczy European Brain Council). To obszerny raport. Które jego elementy uważa Pan za najistotniejsze?

Raport jest wielowymiarowy. Uświadamia brak gotowości systemu ochrony zdrowia do skupienia uwagi na sprawach dotyczących mózgu i chorób mentalnych. Dane są przerażające, zarówno jeśli chodzi o skalę reagowania, skalę zgłaszania się z problemami, jak i skalę otrzymywania pomocy. W porównaniu z lepiej rozpoznanymi chorobami, takimi jak nowotwory czy choroby serca, wszystko wygląda tak, jakby z jednej strony lekarze i pacjenci o tym zapominali, z drugiej zaś cały system ochrony zdrowia o tym zapomniał. Ten raport to bicie na alarm: zacznijcie zwracać uwagę na choroby mózgu, ponieważ mają ogromne znaczenie dla dobrostanu życia ludzkiego.

boni-01

W raporcie wskazano też inne kwestie: problem diagnozowania tych chorób w systemie opieki zdrowotnej, ale też indywidualnej odpowiedzialności człowieka za samego siebie. Zwrócono uwagę na potrzebę przepływu informacji między lekarzami w celu zintegrowanego podejścia do zdrowia pacjenta i wdrożenia zintegrowanego leczenia. Może się bowiem okazać, że powstawanie części chorób psychicznych to pochodna innych schorzeń, np. traum związanych z rakiem. W terapii ważna jest wymiana informacji między lekarzami różnych specjalności, poszczególnymi systemami i instytucjami opieki zdrowotnej. W raporcie mowa też o tym, by promować nie tylko świadomość istnienia chorób mózgu, ale też ich prewencję – przede wszystkim jakość i styl życia, badanie się.

 

Po prostu dbanie o swój mózg?

Tak, i przede wszystkim to, jak przekładać współczesną wiedzę naukową o chorobach na powszechność i dostępność leczenia. Innymi słowy, jak zwiększać skuteczność terapii, znając zagrożenia. Chodzi o to, by pojawił się silniejszy związek między środowiskami badawczymi i środowiskami leczącymi, korzystającymi z nauki w praktyce.

 

Świadomość chorób mózgu jest mniejsza niż w przypadku innych chorób. Czy dlatego, że „boimy się” mózgu?

Po pierwsze, przez lata choroby mentalne były tematem tabu. Nie wypadało o nich mówić, rodziny ukrywały swoich chorych. Ostatnie 60–70 lat to oczywiście zmiany, ale nie nastąpiły one we wszystkich środowiskach. Po drugie, gruntowne przebadanie mózgu nastąpiło dopiero w latach 90. ubiegłego wieku, czyli stosunkowo niedawno, gdy tymczasem choroby krążenia, nowotworowe – choćby ze względu na swoją skalę – mamy lepiej opanowane od dawna. A poznanie mózgu to sprawa kluczowa, z niego bowiem bierze się cała nasza osobowość, umiejętności poznawcze, mózg nas konstytuuje. Z niego wynikają elementarne funkcje życiowe.

 

Mózg definiuje, co jest życiem...

Tak, zmieniła się nawet definicja medyczna śmierci. Jest powiązana z mózgiem. Ktoś mnie niedawno zapytał, dlaczego się tym zajmuję. Po pierwsze, im więcej wiedzy– nawet u pojedynczych ludzi – tym lepiej. Po drugie, leży mi na sercu rozszerzenie definicji jakości życia, czyli jakości zdrowia. Z reguły mówiąc o niej, mamy na myśli zdrowie fizyczne. A przecież jakość życia to także zdrowie psychiczne. Depresje, kryzysy życiowe związane z pracą, czyli sytuacje, które wywołują u nas bezradność, rzutują na samopoczucie. Dziś, w dobie Internetu, mamy o wiele większe możliwości badania mózgu. Dysponujemy nowymi narzędziami diagnostycznymi i narzędziami do monitorowania stanu zdrowia psychicznego. Tak jak mierzalny jest puls czy poziom cukru, tak rosną możliwości codziennego monitorowania stanu zdrowia mózgu, psychiki. Są kraje, w których za pomocą programów dobrowolnych, pozwalających na analizowanie zachowań, można stawiać diagnozę psychologiczną czy psychiatryczną, istnieją poradnie oferujące taką pomoc osobom np. z depresją czy myślami samobójczymi. Coraz więcej parametrów można zmierzyć – to pomaga zarówno lekarzowi, jak i pacjentowi w zrozumieniu, co się z nim dzieje. Można sobie wyobrazić, pod pełnymi rygorami ochrony prywatności, jakiś rodzaj terapii na platformie telemedycznej.

 

Ale czy zmiany cywilizacyjne przyczyniają się też do większej zapadalności na choroby mózgu?

Coś w tym jest. Jesteśmy odbiorcami coraz większej liczby informacji z coraz większej liczby mediów. Czasem niosą one potężny ładunek dramatyzmu, co ma wpływ na nasze emocje. Oczywiście, mózg dokonuje selekcji. Przy nadmiarze bodźców w pewien sposób obojętniejemy, mamy wbudowany mechanizm samoobrony. Z drugiej strony jednak ten zalew informacji wpływa na naszą mentalność. Prosty przykład: dzieci. Wychowywane od początku w kontakcie ze światem wirtualnym, dorastając, niekoniecznie rozumieją różnicę między tym, co wirtualne, a co realne. W konsekwencji niektóre ich zachowania – przestępczość, nieprzestrzeganie reguł społecznych– stanowią w ich odczuciu jedynie element pewnej gry, nie mają nic wspólnego z rzeczywistym światem. Dlatego uważam, że świadome rozpoznanie sposobu, w jaki w każdym momencie jesteśmy atakowani przez najnowsze nośniki informacji, jest ważne dla umiejętności selekcji i eliminacji zagrożeń. To tak jak w polityce – nie rezygnując z jej uprawiania, powinniśmy jednak zachować czujność w kwestii tego, co jest dobre, a co złe.

 

Dokument jest cenny, niemniej pojawiają się obawy, czy nie pozostanie jedynie zbiorem deklaracji. Co zrobić, żeby postulaty raportu zadziałały w poszczególnych krajach?

Naturalnie, nikt nie zaprzecza, że każde państwo indywidualnie troszczy się o zdrowie swoich obywateli na suwerennych zasadach. Ale w tym właśnie leży siła dokumentu dotyczącego sytuacji w Europie, scalającego pewne fakty i wytyczne. Raport ma charakter ogólny, co nie znaczy ogólnikowy. Z tego raportu można wywnioskować rozwiązania dla siebie, adekwatne do sytuacji i uwarunkowań konkretnego kraju. Różnimy się systemami ochrony zdrowia, doskonałością lub niedociągnięciami procedur, dostępnością leków i terapii, zaawansowaniem technologii i wdrożeń, świadomością społeczną. Zamiast narzekać, że myśmy tu sobie w Brukseli „ładnie to wszystko napisali, ale co z tego wynika dla przeciętnego obywatela” – trzeba się zastanowić, czy opisane sytuacje, sugerowane rozwiązania dałoby się zaadaptować w moim kraju. Poza wszystkim, wprowadzenie w Europie jednolitych standardów w podejściu do chorób mózgu usprawniłoby system wymiany informacji, wdrażania procedur, terapii. Dobre pomysły stosowane w różnych krajach mogłyby być przedmiotem wymiany. Efektem byłaby wspólna platforma dobrych praktyk związanych z leczeniem chorób mózgu. To ważne, bo od razu by pokazywało, jak w poszczególnych krajach zarówno konkretni ludzie, jak i instytucje dają sobie radę z tym problemem. Nie mówiąc o tym, że wymiana informacji o przebiegu chorób, szczególnie rzadkich, przy anonimizacji danych zwiększa pulę analiz. Więcej wtedy wiemy i szybciej rozpoznajemy choroby, zatem szybciej mamy terapię.

boni

 

To, o czym Pan mówi, już się dzieje. Nasza Fundacja jest koordynatorem tworzenia strategii Brain Planu dla Polski. Co Pana zdaniem powinno stanowić oś takiego dokumentu?

Zapewne Państwo mają wiedzę o tym, co jest w Polsce największym problemem – czy kiepski dostęp do leczenia, czy raczej złe nastawienie społeczne, niewiedza. A osią winno być oczywiście to, co przysparza najwięcej problemów i wymaga w pierwszej kolejności naprawy. Podam przykład: już wiele lat temu udało się rozpropagować ideę zdrowego trybu życia. Ludzie zrozumieli, jak ważne dla zdrowia jest dbanie o ciało: bieganie, przestrzeganie właściwej diety, wypoczynek... Może teraz pora na podobną akcję promującą dbanie o mózg: jak opóźnić jego starzenie się, jak zmniejszyć ryzyko chorób – a gdy się pojawią, jak sobie z nimi radzić. Wierzę, że społeczeństwo jest na to gotowe.

 

Jak by Pan promował dbanie o mózg?

Trzeba pamiętać o higienie psychicznej, o wypoczynku, unikać przeciążeń – dokładnie tak, jak postępujemy w stosunku do fizyczności. Pamiętać, jak negatywny wpływ na mózg mają używki, nałogi, dopalacze, narkotyki. To wszystko niszczy nieodwracalnie komórki mózgowe i zmniejsza potencjał mentalny. Lepiej zapobiegać niż leczyć. Oczywiście, choroby mózgu często pojawiają się „znikąd”, są podarunkiem genetycznym. Mówi się jednak wiele o tym, jak można opóźnić demencję, chorobę Alzheimera za pomocą ćwiczeń umysłowych. Zresztą dzięki nowym technologiom możemy lepiej rozpoznawać uwarunkowania genetyczne, wcześniej rozpoczynać prewencję.

 

Zechce Pan zdradzić, jak Pan osobiście stara się dbać o swój mózg? Umie Pan odpoczywać?

Mam głęboką świadomość, że należy odpoczywać (śmiech). To już coś. Ale nie zawsze umiem. Wieczorem, kiedy już zbliża się sen i wiem, że będę musiał się zmierzyć z problemami kolejnego dnia, staram się zrelaksować przez ostatnie 2 godziny, to taki czas higieny psychicznej. Czytam książki, ale absolutnie niefachowe. Potrzebuję wyciszenia. Słucham muzyki, która mi pomaga, np. w koncentracji, gdy próbuję coś napisać, lub przeciwnie – gdy chcę się na chwilę wyrwać ze świata. Dlatego mam dopasowane różne zestawy muzyki do różnych okoliczności. Ważne jest dla mnie obcowanie ze sztuką – wystawami, teatrem, kinem. Powróciła też, z czasów młodości, tęsknota za naturą. Samotne przejście się po lesie w kompletnej ciszy, jakby reszta świata przestała istnieć, to poczucie spokoju i równowagi – tego doznania nie sposób przecenić. Co jeszcze? Od 20 lat nie piję alkoholu, w ogóle. Uznałem, że nie jest mi to potrzebne i w niczym nie pomaga. Dobrze się z tym czuję.

 

Czy coś jeszcze chciałby Pan przekazać naszym czytelnikom?

Warto rozwijać w sobie pasję poznawczą, także tę na temat mózgu. Warto tę wiedzę chłonąć choćby po to, żeby lepiej poznać mózg. Temat oswojony jest tematem bliskim, nie budzi lęków ani uprzedzeń.