Medytacja nie tylko poprawia samopoczucie, ale także może w sposób trwały zmienić funkcjonowanie mózgu. O tym, co dzieje się w mózgu podczas medytacji, z profesorem Richardem Davidsonem rozmawia Iza Czarnecka.

trening szczcia 3 trening szczcia 1

Zdjęcia:  https://pixabay.com/ 

Dlaczego zdecydował się Pan na podjęcie badań nad  związkiem między medytacją a  funkcjonowaniem mózgu?

Wierzę, że mózg jest ważnym organem  w badaniach nad umysłem, a medytacja to rodzaj        treningów umysłowych,  które  –  jak  się  powszechnie  uważa  – mogą poprawić nasze      samopoczucie. Interesowało mnie sprawdzenie,  czy tego rodzaju praktyki umysłowe,  mówimy o nich  zazwyczaj ćwiczenia  umysłowe, mogą powodować zmiany  w mózgu, w funkcjach mózgu, w jego  strukturze, a tym samym poprawiać  samopoczucie.  Myślałem,  że  jeśli  badania  naukowe  udowodnią,  że  są  to metody wartościowe, to będziemy  mogli  je  w  bardziej  systematyczny  sposób  wprowadzić  w  kulturze  zachodniej.

 

Przeprowadził Pan wraz z zespołem bardzo dużo badań nad tym, jak mózg zachowuje się podczas medytacji. Które z nich uważa Pan za najważniejsze? 

Odkryliśmy, że w mózgu istnieją obszary odpowiadające za regulację napięcia oraz obszary odpowiadające za  regulację  emocji  i  że  mogą  one  być  zmieniane przez medytację. Jeśli chodzi o napięcie, to obszary te obejmują  przedczołową korę mózgową, ciemieniową  oraz  oczywiście  inne  rejony  mózgu. Odkryliśmy, że zmiany w tych  rejonach  mózgu  są  związane  z poprawą  regulacji  napięcia,  zdolnością  skupienia uwagi na tym, co wywołuje  napięcie,  umiejętnością  wybierania  określonych elementów zdarzeń oraz  zauważania  bardzo  małych  zmian w otoczeniu. W przypadku emocji bardzo ważna jest zdolność do szybkiego powrotu  do  stanu  równowagi  psychicznej po niepowodzeniu. Uważamy  to  za  ważny  składnik  elastyczności. Zaobserwowaliśmy, że pewnego rodzaju  formy  medytacji  mogą  usprawnić  zdolność mózgu do szybszego powrotu  do równowagi, co jest rzeczą istotną  w zmniejszaniu cierpienia.

 

Skoro mowa o cierpieniu, jedno z pytań, które powinnam zadać: co to odkrycie oznacza dla ludzi z przewlekłą chorobą mózgu? 

Zależy, jakiego rodzaju chorobą mózgu.

 

Każdej przewlekłej i postępującej... 

Obecnie  nauka  nie  wie  jeszcze,  w  jaki  sposób  medytacja  może  wpływać na rożne rodzaje chorób  mózgu.  Prawie  wszystkie  badania naukowe nad medytacją, które  do  tej  pory  przeprowadzono,  wykonywano  na  zdrowych.  Badano  bardzo  mało  osób  z  zaburzeniami  psychiatrycznymi, z depresją i zaburzeniami lękowymi. W ogóle wiemy jeszcze bardzo mało. Nie wiemy  np., jaki efekt może mieć medytacja  u osób z typowymi chorobami mózgu.  To  oczywiste,  że  w  tym  wypadku będzie to wyglądało inaczej,  ale  żadne  z  badań,  które  zostały dotychczas  przeprowadzone,  nie  mówi o tym, jak efektywna będzie  medytacja w bardziej nietypowych  przypadkach.

 

Jak długo zdrowa osoba powinna medytować, by widzieć jakiekolwiek rezultaty? 

No cóż, przeprowadziliśmy badania,  z których wynika, że wystarczą zaledwie  2  tygodnie  medytacji  przez 30 minut dziennie, aby powstały widoczne, możliwe do zmierzenia zmiany w zachowaniu mózgu. Zauważyliśmy też, że istnieje związek między  tym, jak często i jak długo dana osoba  trenuje  medytację,  i  wielkością  zmian,  które  obserwujemy  na  celowych działaniach. Czyli – korzystne  jest  praktykowanie  więcej  ćwiczeń,  ale nawet krótkie treningi prowadzą  do pożądanych zmian.

 

Wystarczą nawet 2 tygodnie? 

Tak, 2 tygodnie, 30 minut dziennie,  łącznie 7 godzin ćwiczeń.

 

To  wygląda rewelacyjnie. Ale obawiam się, że stanie się to też sposobem na zdobycie łatwych pieniędzy przez tzw. uzdrowicieli, którzy będą obiecywać szybką poprawę samopoczucia ludziom z przewlekłą chorobą. To może być niebezpieczne. Zwłaszcza, że niepowodzenie można zrzucić na karb niewystarczającego zaangażowania w praktykę medytacji. 

Tak, masz rację... Każdy, kto obiecuje,  że  choroba  przewlekła  zostanie  uleczona  przez  jakąkolwiek  z  tych  metod,  obiecuje  coś,  co  wykracza  poza dostępne dowody. Celem medytacji nie jest leczenie choroby, ale  promowanie  zdrowego  stylu  życia. Nie wiemy, jaki efekt wywiera ona  na  osoby  chore,  dlatego  może  być  przez nich stosowana. To jest zupełnie nowy teren i coś, na co potrzebujemy więcej badań.

 

Bardzo ważne jest to, co Pan powiedział: medytacja jest po to, by pomóc, a nie wyleczyć. 

Tak, zgadza się…

 

W Pana nowej książce „Życie emocjonalne mózgu” pojawia się teoria stylów emocjonalnych. Co ona oznacza dla ludzi z przewlekłą chorobą mózgu, jak może być użyta dla dobra pacjentów? 

To ważne pytanie. Jedno z założeń  mojej  książki  „Życie  emocjonalne  mózgu” jest takie, że choroby mózgu  znajdują się na pewnym kontinuum  w stosunku do normalności. Istnieją  emocjonalne  wymiary  funkcjonowania,  które  nazywamy  stylem  emocjonalnym.  Niektóre  osoby  znajdują się na bardziej krańcowych  punktach w danych wymiarach niż  inni, przez co są narażone na różnego rodzaju zaburzenia. Na przykład,  jeśli komuś jest trudno pogodzić się  z niepowodzeniem, istnieje większe  prawdopodobieństwo,  że  rozwiną  się u niego stany lękowe lub depresja, ponieważ nie może stosunkowo  szybko  powrócić  do  stanu  równowagi psychicznej i dłużej utrzymują  się  u  niego  negatywne  emocje.  I to, co jest najważniejsze, wszystkie te style emocjonalne są oparte  na  funkcjonowaniu  specyficznych  obszarów  mózgu, które  to  obszary  wykazują  plastyczność.  Wszystkie one mogą zatem, przynajmniej  do  pewnego stopnia, być zmieniane  za pomocą behawioralnych i umysłowych ćwiczeń. Myślę, że w przyszłości tego rodzaju ćwiczenia będą  stosowane  po  to,  by  szkolić  mózg  i tym samym doprowadzić do poprawy  funkcjonowania  niektórych  obszarów mózgu. Wiadomo,  że  kiedy  ktoś  złamie  nogę, musi przejść rehabilitację. Tu  z kolei mówimy o umysłowej rehabilitacji,  podczas  której  możemy  trenować umysł i mózg. Nie myśli  się zwykle o tym w ten sposób, ale  mamy powody by wierzyć, że mózg  właśnie  tak  funkcjonuje.  Wszyscy  powinniśmy  otrzymać  szansę,  aby  zobaczyć, czy te metody zdadzą egzamin. Oczywiście, nie  uważam,  że należy zrezygnować z leków, ale  w dzisiejszych czasach leki powodują różnego rodzaju efekty uboczne. Tymczasem  metody  behawioralne  mogą  skuteczniej  niż  jakiekolwiek  tabletki  doprowadzić  do  bardzo  specyficznych,  określonych  zmian  w mózgu.

 

Napisał Pan też w jednej ze swych książek, że ćwiczenie mózgu powinno być tak oczywiste jak fizjoterapia. Czy w szkołach powinny pojawić się lekcje ćwiczenia mózgu, treningu uwagi, tak jak np. koszykówki?

Wierzę, że taki program zostanie  wprowadzony do szkół. W  USA  zwiększa  się  świadomość  tego,  że uczenie dzieci koncentracji uwagi, lepszego regulowania emocji, jest  bardziej istotne niż uczenie algebry, ponieważ jeśli nie nauczą się dobrze  kontrolować swojej uwagi lub regulować  własnych  emocji,  nie  będą w stanie nauczyć się czegokolwiek  innego. Są to fundamentalne podstawy, które umożliwią dzieciom inne  rodzaje uczenia się. 

 

Czy chciałby Pan przekazać coś więcej naszym czytelnikom?

Cała nasza praca, wszystko, co zrobiliśmy, prowadzi do nieuniknionej  konkluzji,  że  dobre  samopoczucie,  szczęście,  cechy,  takie  jak  życzliwość, są uważane za umiejętności,  które  mogą zostać poprawione za pomocą  treningu.  Zwykle  nie  myślimy  o  szczęściu  czy  dobrym samopoczuciu jako o umiejętnościach,  ale nie różnią się one od nauki gry  na skrzypcach.

 

Zatem szczęścia można się nauczyć? Można ćwiczyć bycie szczęśliwym?... 

Tak, oczywiście!

Richard  Davidson,  Życie emocjonalne mózgu,
przeł. B. Radwan, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, 2013.