Improwizacja ma w sztuce długą tradycję, ale nigdy nie cieszyła się specjalnym zainteresowaniem nauki. Dopiero od niedawna i wciąż nieśmiało badacze próbują ustalić, co dzieje się w mózgu artysty podczas improwizacji i jak działa umysł improwizatora.
ANDRZEJ DZIURDZIKOWSKI

Mzg improwizujcy 2v2  Mzg improwizujcy 1.pngv2 

Zdjęcia:  https://pixabay.com/

Nasi wielcy poeci, Adam Mickiewicz i Juliusz Słowacki, znani byli także jako improwizatorzy. Najsłynniejszy jest ich pojedynek 25 grudnia 1840 r. Według różnych, czasem sprzecznych relacji, Słowacki swoją improwizację przynajmniej częściowo przygotował. Mickiewicz miał odpowiedzieć mu spontanicznie. Nikt nie notował, wszyscy obecni byli jednak pod wielkim wrażeniem. Co prawda, dokładnie nie wiadomo, czy tak podziałała na nich poezja, czy może alkohol, którego nie szczędzono. Nieco później stała się sławna z improwizowanych występów poetyckich Deotyma, czyli Jadwiga Łuszczewska, dziś pamiętana przede wszystkim jako autorka Panienki z okienka. Improwizację uważano wtedy za przejaw poetyckiego geniuszu. Od dawna jednak w poezji nie kultywuje się takich umiejętności, chociaż zdarza się, że improwizują swoje rymy raperzy albo uczestnicy poetyckich slamów, czyli publicznych konkursów mówienia własnych wierszy.

 

Jazz i teatr improv

Dziś improwizacja jest żywa przede wszystkim w  muzyce jazzowej. Można powiedzieć, że jest esencją jazzu. Coraz większą popularność zdobywa również teatr improwizowany, zwany skrótowo improv lub impro. Tymi dwiema dziedzinami sztuki zainteresowali się naukowcy, którzy próbują sprawdzić, co dzieje się w mózgu i w umyśle artystów improwizujących. Naukowe poznanie działania mózgu improwizującego nie jest jednak łatwe. Jedną z przyczyn stanowi zapewne fakt, że trudno pozyskać fundusze na takie badania, co da się wyczytać między wierszami w artykułach relacjonujących wyniki badań. Są też trudności metodologiczne. Jak np. użyć funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI), by zbadać, co dzieje się w mózgu improwizującego muzyka czy aktora?

 

Mózg muzyka jazzowego

Okazuje się jednak, że można skonstruować klawiaturę, która nie wpłynie na działanie rezonansu magnetycznego, a muzyka umieścić w tubie fMRI, wyposażonej w lustra, dzięki którym będzie mógł widzieć ręce na klawiszach. Charles J. Limb i Allen R. Braun z Johns Hopkins School of Medicine zbadali tak sześciu pianistów jazzowych, którym postawili cztery zadania: zagrać gamę C-dur, potem improwizację w tej tonacji, następnie nauczoną wcześniej melodię, skomponowaną przez Limba, z towarzyszeniem nagranego przez kwartet jazzowy podkładu muzycznego, a wreszcie – improwizację na temat tej melodii, również z nagranym podkładem. Okazało się, że mózg podczas obu improwizacji wyłączał obszary związane z samokontrolą, włączał natomiast te, które związane są ze swobodną ekspresją. Aktywizowały się też obszary związane ze wszystkimi zmysłami. Można powiedzieć, że improwizujący muzycy dosłownie smakują, wąchają i czują powietrze wokół siebie. Badaczy uderzyło także to, że wzorce działania mózgu były bardzo podobne do obserwowanych w fazie głębokiego snu (REM) – muzycy zapadali więc w stan podobny do marzenia sennego. Potwierdza to jeden z badanych, Michael Formanek: „Kiedy zaczynam improwizować, trafiam do miejsca, gdzie nie myślę o nutach i rytmie, a raczej chłonę wszystko, co wokół mnie”.

 

O co chodzi w teatrze improv?

Na badania Limba i Brauna powołują się również ci, którzy jako przedmiot badań obrali teatr improv. W tej dziedzinie nie da się zastosować rezonansu magnetycznego, ponieważ aktor działa na scenie, pozostając cały czas w interakcji z partnerem lub kilkoma partnerami i oczywiście podczas występu z publicznością. Aktorzy improv mają zupełną dowolność w kreowaniu postaci, wymyślaniu dialogów czy monologów i całych opowiadanych historii. Jest kilka zasad ogólnych, których muszą przestrzegać, ale tylko po to, żeby spektakl był atrakcyjny dla widzów, żeby przebiegał dynamicznie, żeby nie nudził. To widzowie decydują, o czym ma być scena, gdzie rozgrywa się akcja. Aktorzy nie mogą się przedtem naradzać, dzielić się pomysłami. Natychmiast podejmują działanie i dialog. Ten, kto odezwie się pierwszy, daje pomysł. Podstawowa zasada, to „tak i…” – akceptuję bezwarunkowo pomysł partnera i rozwijam go, dorzucając do tego pomysłu coś nowego, własnego. Dla osób, które zaczynają zabawę w improv, bywa to bardzo trudne. Jesteśmy bowiem przyzwyczajeni do kwestionowania pomysłów innych osób – wiadomo, nasze są lepsze. Często zdarza się, że akceptujemy je pozornie. W improv nazywa się to „tak, ale…”. Przykład? „Musimy zerwać to jabłko. Przynieś drabinę”. „Ale jest za krótka”. A przykład „tak i…”? „Mam lęk wysokości, drabina jest za krótka, ale i tak zerwę to jabłko, bo cię kocham”.

 

Umysł aktora improv

Jedno z najciekawszych badań przeprowadził Brian Magerko z zespołem w Georgia Institute of Technology w Atlancie. Jego celem było zrozumienie procesów kognitywnych, jakie zachodzą podczas improwizacji teatralnej, a w przyszłości stworzenie – na podstawie wyników badań – cyfrowego modelu improwizacji i  „cyfrowego aktora”, by umieścić go w różnych kontekstach, np. w grach komputerowych, programach edukacyjnych czy w postaci cyfrowych konsultantów, w różnych dziedzinach. Badanie, w którym wzięli udział aktorzy improv, składało się z kilku etapów. Uczestnicy najpierw odpowiadali na pytania w kwestionariuszu, które w miarę obiektywnie miały określić stopień ich zaawansowania. Potem odgrywali zadane sceny, od prostych do skomplikowanych. Proste zadanie to np. „wszystkie twoje kwestie w scenie muszą być pytaniami”. Trudniejsze zawierały np. określenie miejsca akcji i relacji między postaciami. W najtrudniejszych mieli wskazówki dotyczące przebiegu akcji i bardziej skonkretyzowane postacie. Były też np. sceny z gatunku style filmowe, np. „malujecie most i macie to odegrać w stylu kina akcji”. Te występy były rejestrowane na wideo. Na kolejnym etapie badacze pokazywali każdemu aktorowi z osobna nagranie wideo i zatrzymując je co chwilę, pytali, o czym myślał w tym konkretnym momencie sceny. Zwracali pilną uwagę, żeby badany nie krytykował swojego występu, nie mówił, co myśli teraz, gdy ogląda zapis wideo. Czwarty etap to wywiad zespołowy – osoby, które grały w scenie, podczas ponownej projekcji wideo były pytane o to, kiedy i w jaki sposób zorientowały się, o czym jest scena, jaką historię opowiadają, jakimi są postaciami itp. W teatrze improv bardzo ważne jest bowiem reagowanie na propozycje partnerów, korzystanie z wszystkich informacji, które padają w dialogu i w działaniach na scenie, to, co po angielsku określa się jako group mind – umysł grupy.

Na tej podstawie badacze sformułowali wnioski, jakie zdolności umysłu są zaangażowane podczas improwizacji, i sporządzili ich listę. Spośród podstawowych wyróżnili wnioskowanie (z zachowania i kwestii partnerów), tworzenie schematów (dotyczących postaci, np. pijanego czy osoby uzależnionej od gier komputerowych), wyobrażanie (o co chodzi partnerowi, jakie jest otoczenie) oraz strategie podejmowania decyzji. Tu chodziło przede wszystkim o wiarygodność przedstawianej historii oraz o funkcje dramaturgiczne – żeby to było interesujące dla widzów. Wyróżniono również wspólne modele umysłowe, tworzenie których jest bardzo istotne w teatralnej improwizacji. Rozbieżność poznawcza nie pozwala bowiem na wspólne kreowanie spójnych i dramaturgicznie interesujących scen, opowieści. Najlepiej więc, gdy partnerzy jak najszybciej dochodzą do porozumienia w sensie poznawczym, co nie wyklucza konfliktu w opowiadanej historii. Za ważny element autorzy badania uznali strategie opowiadania. Tu wyróżniono dialog określający postacie, ich wzajemne relacje, cele, miejsce akcji itp., a ponadto wydarzenia, które zwykle popychają akcję naprzód.

Wreszcie na najwyższym niejako poziomie pracy umysłu improwizatora badacze umieścili umiejętność odwoływania się do wiedzy, technik i umiejętności nabytych w często wieloletnim treningu. Widzowie mogą odnieść wrażenie, że improv jest lekkie, łatwe i przyjemne, że przychodzi aktorom niemal od niechcenia. Tymczasem jest to efekt prób i treningów, poznawania zasad różnych gier improwizacyjnych, wypracowanych schematów rozgrywania scen, umiejętności akceptacji pomysłów partnera i dokładania do nich swoich propozycji. To efekt najrozmaitszych gier i ćwiczeń rozwijających elastyczność umysłu, uważność, obserwowanie i słuchanie partnera. Niezależnie od ustaleń naukowców wiele osób uprawiających improv (autor artykułu też do nich należy) traktuje to jako dobrą zabawę, przy okazji rozwijającą inteligencję, refleks, pomysłowość, umiejętność opowiadania itp. Publiczność przychodzi na spektakle przede wszystkim po rozrywkę. A to, co jest najbardziej fascynujące i w jazzie, i w teatrze improwizowanym, to niepowtarzalność.

 

Źródła:

  • B. Magerko z zespołem, An Empirical Study of Cognition and Theatrical Improvisation, Georgia Institute of Technology, 2009, pdf.
  • K. Johnstone, Impro. Spontaniczne kreowanie świata, PWST, Kraków 2013.
  • M. Mącznik, A. Król, Praktyczna improwizacja, Helion, Gliwice 2014.
  • https://www.wpi.edu/news/brain-jazz X http://improvencyclopedia.org/