Mogą przyczynić się do stworzenia nowego, lepszego społeczeństwa, ale dla naszego mózgu są jak kokaina lub czekolada. Media społecznościowe wywierają na nas większy wpływ, niż byśmy podejrzewali.
AGATA LATO

Mzg na facebooku 1  Mzg na facebooku 3 

Amerykańskie nastolatki spędzają do dziewięciu godzin dziennie w różnego rodzaju serwisach społecznościowych. Ich polscy koledzy nie pozostają daleko w tyle, a my, dorośli, też często przyłapujemy się na tym, że mieliśmy tylko „zajrzeć na chwilkę”, a od godziny czy dwóch nie możemy się wylogować. Znacie to poczucie straty czasu, które potem nas dopada?

Nic więc dziwnego, że obecnie media społecznościowe są uważane przez specjalistów za najważniejszą część Internetu, gdzie przeniosła się większość międzyludzkiej komunikacji i gdzie zapadają ważne decyzje dotyczące np. zakupów czy oddanych w wyborach głosów. Co sprawia, że poświęcamy im tak dużo czasu? Naukowcy właśnie znaleźli odpowiedź na to pytanie.

 

Złe, bo uzależniają

By zrozumieć, co nas tak pociąga w Facebooku, Twitterze czy Instagramie, naukowcy z University of California w Los Angeles pod kierunkiem dr Lauren Sherman, postanowili zajrzeć do naszego mózgu. Przeprowadzili badanie, do którego zaprosili 32 osoby w wieku od 13 do 18 lat. Ochotników umieszczano w  skanerze funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI), a następnie wyświetlano im serię 148 fotografii, z których 40 to były zdjęcia zamieszczone na Facebooku przez samego badanego. Jednak przed pokazaniem ochotnikom, każdej fotce dodano określoną liczbę lajków. Okazało się, że kiedy nastolatek widział udostępnione przez siebie zdjęcie z wieloma polubieniami, w jego mózgu błyskawicznie aktywizowały się liczne obszary, w tym część układu nagrody, a w szczególności tzw. jądro półleżące. Co ciekawe, obszar ten aktywizuje się również w czasie jedzenia słodyczy i  picia alkoholu, a  jego działalność leży u biologicznych podstaw mechanizmów uzależnień.

W podobnym badaniu przeprowadzonym na California State University, gdzie 20 studentów oglądało zdjęcia i decydowało o użyciu przycisku „Lubię to”, wykazano, że ci z nich, którzy mieli większą skłonność do przyznawania lajków, mieli bardziej aktywne prążkowie i jądro migdałowate, które wspólnie odgrywają ważną rolę w generowaniu zachowań impulsywnych. Przy okazji tego badania naukowcy znaleźli być może najlepsze wyjaśnienie zagadki, dlaczego media społecznościowe tak łatwo nas wciągają i czemu tak wielu z nas pochłaniają one tak dużo czasu. Otóż, po dokładniejszym przyjrzeniu się szlakom nerwowym aktywowanym w układzie nagrody przez użytkowanie Facebooka, odkryli oni, że wzór tych szlaków jest bardzo zbliżony do tego, który towarzyszy zażywaniu kokainy.

W tej sytuacji nie powinien nas dziwić fakt, że niektórzy ludzie – nie tylko przecież młodzi – mają tak duży problem z  wylogowaniem się i zabraniem do pracy. Badania dr Sherman na nastolatkach wykazały natomiast, że większe znaczenie od tego, co przedstawia zdjęcie, ma dla nich to, jak jest ono oceniane przez innych internautów. Decydująca okazała się tu liczba polubień. Wykazała to część badania, w której połowa badanych oglądała zdjęcia o  neutralnej treści mające mało lajków, a druga część te same fotografie, ale tym razem z wieloma polubieniami. U osób, które widziały zdjęcia z  większą liczbą lajków, aktywność mózgu była znacznie większa niż w drugiej grupie.

Okazało się również, że badani chętniej gotowi byli wyróżnić zdjęcia, które już wcześniej miały dużą liczbę polubień. Dotyczyło to też tych obrazów, które przedstawiają zachowania ryzykowne, takie jak palenie papierosów, picie alkoholu, używanie broni itp. W dodatku – co może trwożyć rodziców – o ile miały one dużo lajków, o tyle mózgi oglądających je nastolatków reagowały na nie zmniejszoną pracą obszarów odpowiedzialnych za kontrolę poznawczą i hamowanie reakcji. Oznacza to, że dzieciaki te stawały się bardziej podatne na impulsy i mniej krytyczne wobec swoich zachowań i pomysłów.

Poza wpływem na funkcjonowanie mózgu, korzystanie z  mediów społecznościowych ma też, jak się wydaje, wpływ na samą budowę tego narządu. Mówią o tym badania prowadzone przez naukowców z londyńskiego University College, w których wykazano, że osoby posiadające ponadprzeciętną liczbę znajomych na Facebooku, mają bardziej rozbudowane obszary, takie jak ciało migdałowate i korę śródwęchową, odpowiadające za niektóre rodzaje pamięci, emocje i budowanie relacji interpersonalnych.

 

Dobre, bo budują zaufanie

Jednak, jak zwraca uwagę m.in. neuroekonomista, prof. Paul Zak z Claremont Graduate University w USA, media społecznościowe nie są dla naszych mózgów osobnym obszarem życia, ale niejako przedłużeniem rzeczywistości. Jego zdaniem, mózg reaguje na interakcje międzyludzkie w  sieci podobnie, jak to się dzieje w  prawdziwym życiu. Wskazuje na to, zdaniem prof. Zaka, wydzielanie się w mózgach osób nawiązujących bliższe relacje przez sieć oksytocyny – hormonu do niedawna kojarzonego głównie z porodem i karmieniem piersią, którego głównym celem jest sprawienie, że matki ssaków zajmują się swoim potomstwem. Jednak prof. Zak przypisuje jej znacznie szersze znaczenie w budowaniu bliskich relacji międzyludzkich, również poza najbliższą rodziną. Jego zdaniem, oksytocyna sprawia, że ludzie bardziej sobie ufają i są bardziej skłonni odwzajemniać i przekazywać dalej adresowane do nich dobre gesty, co przekłada się na budowanie pozytywnych relacji w całych społecznościach.

Prof. Zak badał wpływ mediów społecznościowych na poziom oksytocyny u ochotników, którzy prowadzili bezstresowe rozmowy za pomocą serwisu społecznościowego Twitter. Mimo że aktywność ta była neutralna emocjonalnie, poziom oksytocyny zwiększył się u badanych średnio o ponad 13%, a jednocześnie zauważalnie zmalała ilość hormonów stresu. Jednym słowem, w czasie korzystania z Twittera użytkownicy czuli się lepiej niż wcześniej. To również może częściowo tłumaczyć, czemu tak chętnie poświęcamy czas tego rodzaju serwisom. Zwyczajnie poprawiają nam nastrój, podobnie jak spotkania z sympatycznymi znajomymi.

Jednak, zdaniem dr Zaka, stymulowanie przez media społecznościowe wzrostu poziomu oksytocyny może mieć daleko większe znaczenie niż poprawa samopoczucia konkretnego ich użytkownika. Zwraca on uwagę na wyniki innego badania, w którym ochotnikom sztucznie zwiększono ilość oksytocyny, a następnie obserwowano ich zachowanie w sieci. Okazało się, że w stosunku do grupy, której podano placebo, przeznaczyli oni o 48% więcej środków na cele charytatywne. Było to związane, z jednej strony, z większą chęcią dawania, a z drugiej, z większym zaufaniem do osób proszących o pomoc. A to już może mieć istotne skutki o  charakterze społecznym, bowiem, jak zauważa prof. Zak, narody, w których poziom wzajemnego zaufania jest wyższy, osiągają wyższe dochody, szybszy rozwój gospodarczy, a ich kraje mają stabilniejsze rządy.

Pewnym minusem jest natomiast fakt, że mechanizm ten działa również w  odniesieniu do obecnych w mediach społecznościowych firm. Kiedy więc z korzystamy np. z Facebooka, nasze mózgi sprawiają, że stajemy się nie tylko bardziej ufnymi ludźmi, ale też… ufnymi klientami. A to już przynosi korzyści nie nam, ale obecnym w  nich firmom. One zresztą doskonale to rozumieją, co tłumaczy, dlaczego większość z nich jest tak bardzo aktywna na tego rodzaju portalach. Tym bardziej więc warto znać mechanizmy, którym zaczyna podlegać nasz mózg, kiedy logujemy się w ulubionym serwisie.