Komputery, smartfony są bardzo szkodliwe dla naszych dzieci! To dobre narzędzia, ale tylko dla świadomych, wykształconych użytkowników.

Z prof. Manfredem Spitzerem, autorem książek o wpływie mediów cyfrowych na rozwój mózgu dzieci rozmawia Iza Czarnecka-Walicka

twarz-02  dziecko  twarz-01 

Zdjęcia:  https://pixabay.com/

Co rozumie Pan przez określenie „cyfrowa demencja”. Taki termin pojawia się w Pana publikacjach.

Terminu „cyfrowa demencja” po raz pierwszy użyto w Korei Południowej. Tamtejsi lekarze około 10 lat temu określili tak objawy opisywane przez młodych ludzi, trzydziestolatków, którzy bardzo często używali komputera. Uskarżali się na utratę pamięci, kłopoty z utrzymaniem uwagi, koncentracją. Doświadczali też pewnego rodzaju epizodu depresji. Reasumując, ani poznawczo, ani emocjonalnie nie czuli się dobrze i koreańscy lekarze nazwali to „cyfrową demencją”. Jednak w moich publikacjach dotyczących efektów ubocznych używania i nadużywania mediów ten termin pojawia się w nieco innym znaczeniu. Mój przekaz jest dość prosty: użycie mediów cyfrowych w dzieciństwie i okresie dorastania pogarsza rozwój mózgu. Wiadomo też, że im lepszy rozwój mózgu we wczesnym okresie, osiągnięty przez edukację i uczenie się, tym skuteczniejsza staje się ochrona przed problemami poznawczymi w późniejszym czasie. W końcu przecież słowo „demencja” pochodzi z łacińskiego określenia dementia czyli spadek sprawności umysłu. A – z im wyższego pułapu przychodzi spadać, tym dłużej to trwa, zatem tym później pojawiają się widoczne objawy. Oznacza to, że im więcej używamy mediów cyfrowych we wczesnym etapie rozwój mózgu, tym większe jest ryzyko otępienia w wieku podeszłym.

 

Uściślijmy, mówi Pan o osobach uzależnionych od komputera, czy o normalnych jego użytkownikach?

To trochę bardziej skomplikowane. Istnieje coś takiego, jak uzależnienie od mediów cyfrowych i Internetu, i rzeczywiście jest to spory problem. Badania pokazują, że w Niemczech 8% użytkowników mediów cyfrowych jest od nich uzależnionych. Uzależnienie młodych ludzi w wieku 10–19 lat tylko od smartfonów w Korei Południowej sięga około 30%, to są dane koreańskiego ministerstwa nauki. To bardzo istotne, że cyfrowe media mają potencjał uzależniający. Ale uzależnienie to inna sprawa, podobnie jak nadciśnienie, objadanie się, nadwaga, krótkowzroczność, bezsenność. Wszystkie te problemy są związane z nadużywaniem mediów elektronicznych. Ale kiedy ja mówię o cyfrowej demencji, myślę zwłaszcza o szkodliwości mediów cyfrowych na bardzo wczesnym etapie życia, w chwili kiedy zaczyna się edukację. Ta szkodliwość odgrywa bardzo ważną rolę w późniejszym życiu, kiedy pojawią się jakiekolwiek problemy poznawcze. Użycie mediów cyfrowych w młodości sprawia, że dana osoba nie osiągnie wysokiego poziomu rozwoju intelektualnego, a zatem obniżenie możliwości poznawczych zacznie się z niższego punktu, a objawy demencji pojawią się o wiele wcześniej.

 

Ale naukowcy, którzy pracują w obszarze edukacji, zwykli twierdzić, że naukę używania komputera, podobnie jak naukę języka obcego, powinniśmy rozpoczynać tak szybko, jak to możliwe. Pan jest temu przeciwny.

Naukowcy absolutnie tak nie uważają. To media, przemysł komputerowy tak twierdzi. Mamy do czynienia z ogromnym lobbingiem przemysłu wartego miliardy dolarów, który chce, byśmy kupowali jego produkty. Obecnie wszyscy specjaliści w dziedzinie rozwoju dzieci mówią, że media, w których używane są ekrany, nie powinny być stosowane w czasie wczesnego rozwoju mózgu. Są bowiem szkodliwe dla nauki języka, rozwoju poznawczego i społecznego.

 

Zatem to kwestia siły lobbingu?

Tak właśnie twierdzę. To tylko lobbing, nie naukowcy. Proszę spojrzeć: jeśli zapytamy osoby produkujące cukierki, czy trzylatki powinny jeść słodycze, odpowiedzą oczywiście – tak. Ale jeśli zapytamy specjalistów zajmujących się zdrowiem trzylatków, to odpowiedzą – nie. Podobnie jest z mediami. Jeśli zapytamy ludzi z mediów, odpowiedzą, że dzieci potrzebują więcej mediów, ale – jeśli zapytamy specjalistów zajmujących się rozwojem dzieci, oni odpowiedzą, że powinno być mniej mediów. Sam mam dzieci i jestem psychiatrą, specjalistą zajmującym się procesami uczenia u dzieci. Mam zatem pewną wiedzę, co jest dobre dla rozwoju mózgu a co złe. I cyfrowe media są złe.

 

Co dzieje się z młodym mózgiem, kiedy dziecko zaczyna tak wcześnie używać mediów cyfrowych?

Jest bardzo dużo badań prowadzonych na szeroka skalę. Pokazują one np., że dziewczynki, które w wieku 13 lat używają Facebooka, częściej jako osiemnastolatki zapadają na depresję. Nastolatki, które korzystają bardzo dużo ze smartfonów, częściej doświadczają zespołu zaburzeń koncentracji i uwagi (ADD – Attention Deficit Disorder). Im więcej używamy komputera, tym bardziej narażeni jesteśmy na nadwagę i otyłość. Im częściej jesteśmy w Internecie, tym większe prawdopodobieństwo pojawienia się nadciśnienia. Mogę wyliczać bez końca. Zaburzenia snu – im więcej używamy cyfrowych mediów, tym mniej śpimy i jesteśmy zmęczeni w ciągu dnia. To powoduje, że uczymy się słabiej i powodujemy więcej wypadków. Zarówno w USA, jak w Niemczech, smartfon wyprzedził już alkohol na liście przyczyn wypadków drogowych. To zadziwiające, że mimo wszystko ludzie nadal mawiają: „Och, cyfrowe, to takie wspaniałe”.

 

Brzmi przerażająco.

To jest przerażające. Weźmy na przykład choroby przenoszone droga płciową. Jak podaje „New Scientist”, aplikacje randkowe, takie jak Tinder i Grindr, kojarzą dziennie 15 milionów par, oznacza to, że co najmniej 15 milionów ludzi sypia codziennie z kimś, kogo nie zna. I – oczywiście, niesie to za sobą reperkusje w postaci ogólnoświatowego wzrostu zachorowań na choroby przenoszone droga płciową. Te zmiany następują bardzo szybko. 

 

Na szczęście, niektóre szkoły w Polsce wprowadziły zakaz używania smartfonów.

To świetny pomysł. W jednym z badań prowadzonych w USA dano smartfony szesnastolatkom. Oczekiwano, że dzięki temu osiągną lepsze wyniki w nauce. Jednak po roku ich oceny się pogorszyły, okazało się bowiem, że smartfony były zbyt silnymi dystraktorami. Przeprowadzone na szeroką skalę w Wielkiej Brytanii, a opublikowane w 2015 r. badanie pokazało, co się stanie, gdy zakażemy używania telefonów komórkowych w 90 szkołach gromadzących 130 000 uczniów. Z chwilą wprowadzenia zakazu wyniki wszystkich dzieci z roku na rok zaczęły się poprawiać. Co więcej, badacze podzielili uczniów na 5 grup zależnie od uzyskiwanych przed wprowadzeniem zakazu ocen (20% najlepsi, 20%dobrzy, 20% przeciętni, 20% niezbyt dobrzy i 20% najsłabsi). Analizowano te grupy osobno, dzięki czemu wykazano, że im słabsi byli uczniowie, tym więcej zyskiwali po wprowadzeniu zakazu używania telefonów komórkowych. Dla odmiany 20% najlepszych nie pogorszyło swoich wyników po zakazie. Inaczej mówiąc, im słabsze wykształcenie, tym szkodliwsze stają się media cyfrowe. Ten wniosek wypływa też z wielu innych badań, dotyczy on również statusu społeczno-ekonomicznego. Niektórzy politycy twierdzą, że dostęp do Internetu i mediów cyfrowych jest potrzebny zwłaszcza ubogim, aby mogli stać się bardziej zorientowani, by mogli wyrównać swoje szanse. Tymczasem w świetle tych badań, to tylko pobożne życzenie. W rzeczywistości media cyfrowe i dostęp do Internetu bardziej szkodzą dzieciom z biednych rodzin.

 

Ale czy nie powinniśmy przestać zmuszać nasze dzieci do zapamiętywania informacji i kłaść większy nacisk na umiejętność samodzielnego zadawania pytań i szukania odpowiedzi?

Można używać wyszukiwarek do poszukiwania informacji, jeśli ma się jakąś wcześniejszą wiedzę. Im więcej się wie o danej kwestii, tym sprawniej można używać Google’a, by dowiedzieć się czegoś więcej. Ludzie często mówią: „W szkołach dzieci powinny nauczyć się używania Internetu do poszukiwania informacji”. To kompletny nonsens, bo trzeba cokolwiek wiedzieć, by zacząć szukać w sieci, bez tego nie jest się w stanie oddzielić ziarna od plew. Każda wyszukiwarka podaje bowiem na równi informacje prawdziwe, jak i fałszywe. Dlatego dzieci powinny sprawdzać w słownikach i książkach. Tam nie dostaną fałszywych informacji, ale sprawdzoną, rzetelną wiedzę. I – gdy uczniowie wiedzą już sporo na dany temat, to mogą z powodzeniem używać Internetu, by dowiedzieć się więcej. Nie ma możliwości uczenia się „generalnie z Internetu”. W rzeczywistości określenia w rodzaju „kompetencja mediowa” nic nie znaczą. W szkole wiedza nie może być podawana za pomocą wyszukiwarek i Internetu, bo jak wiadomo, w ten sposób nie jesteśmy w stanie niczego zapamiętać. To wynika z badań przeprowadzonych przez naukowców z Harvard i Columbia University, opublikowanych w „Science Magazine”. Zatem, aby poprawić nauczanie w szkołach, nie możemy używać w nich mediów cyfrowych. To najważniejszy punkt.

 

Trudności w edukacji to nie jedyny problem związany z używaniem mediów cyfrowych. Wiele dzieci rezygnuje z innych aktywności, z ruchu, sportu. Pozostają w domach.

Dzieci powinny wychodzić na dwór, to niezbędne dla ich rozwoju. Spędzanie czasu przed komputerem jest złe dla ich ciała, umysłu i edukacji. Ale oczywiście przemysł związany z mediami będzie twierdził inaczej. Jednak ich nie obchodzą dzieci, tylko pieniądze, które chcą zarobić. I rodzice powinni mieć tego świadomość.

 

Zatem, Pana zdaniem, jaki wiek jest odpowiedni, by wprowadzić komputer do edukacji?

Tak naprawdę, w ogóle nie należy używać komputerów w edukacji, bo utrudniają naukę, są silnymi dystraktorami. To ważne zwłaszcza w przedszkolu i szkole podstawowej. Należy używać ołówka i papieru, swojego mózgu! Nie można pozwalać, by komputer wykonywał pracę mózgu. Bo kiedy używamy mózgu, on się zmienia, ten właśnie proces nazywamy uczeniem! I to najważniejsza rzecz, o której powinniśmy pamiętać. Komputery nie są dobre do uczenia się. Są tylko stratą czasu, utrudniają naukę. Nie ma żadnych badań pokazujących, że jeśli wprowadzimy komputery do szkół, dzieci będą się lepiej uczyły. Ani jednego! Ale jest wiele takich, które pokazują, jak wprowadzenie komputerów obniżyło poziom przyswajania wiedzy. To coś, o czym lobby nigdy nie powie…

 

A co z wielozadaniowością? Wszystko dzieje się tak szybko, oczekuje się od nas, że będziemy wiedzieć coraz więcej. Łatwiej nadążać za tym, co się dzieje, dzięki cyfrowym mediom. A Pan twierdzi, że wielozadaniowość nie jest czymś dla naszych mózgów.

Wielozadaniowość jest po prostu niemożliwa. Nie można czytać dwóch książek w tym samym czasie. Nie można prowadzić jednocześnie dwóch konwersacji. Zatem znów, wielozadaniowość to sposób na sprzedawanie komputerów, dzięki nim uzyskujemy przekonanie, że jesteśmy w stanie to robić. Ale – nie jesteśmy. Już dwadzieścia lat temu wykazano, że nie można wykonywać dwóch zadań poznawczych jednocześnie. Nawet kobiety, o których mówi się, że mogą tak funkcjonować, w rzeczywistości nie są w stanie. Oczywiście, mogę iść, śpiewać i bawić się palcami uchem albo robić cokolwiek innego, ale to nie jest wielozadaniowość. Spacerowanie jest bowiem czynnością automatyczną, podobnie śpiew.

 

Ale ludzie cały czas starają się pracować wielozadaniowo!

Niestety, nikt nie jest w stanie wykonywać dwóch złożonych czynności w tym samym czasie. W rzeczywistości, jeśli próbuje, robi to znacznie gorzej, bo zaczyna być nieuważny. I jeśli nawet nie ma problemów z koncentracją, to wkrótce zaczyna mieć objawy ADD.

 

Większość pracodawców, zwłaszcza korporacje, oczekuje od nas symultanicznego wykonywania wielu zadań.

To nonsens, firmy, które oczekują od pracowników wielozadaniowości, tak naprawdę oczekują, że będą oni źle pracowali. Menedżerowie powinni słuchać tego, co mówią naukowcy, a zgodnie z nasza wiedzą żaden pracownik, ba, żaden człowiek nie jest w stanie pracować wielozadaniowo.

 

Reasumując: paradoksalnie, jeśli będziemy robić zbyt wiele na raz, to osiągniemy bardzo mało?

Właśnie. Oczywiście, w obecnych czasach zmiany zachodzą tak szybko, że nie mamy nawet szansy, by odpowiedzieć na nie w sposób generalnie zdrowy. Ale tak już jest z nowymi technologiami, rozwinięte społeczeństwa zawsze musiały uczyć się radzić sobie ze zmianami, które one przynosiły. Na przykład kiedy promienie rentgena zostały wynalezione w 1895 r., ludzie prześwietlali siebie nawzajem na spotkaniach towarzyskich. Później odkryto, jakie to niebezpieczne i wprowadzono odpowiednie regulacje. Podobnie za jakiś czas stanie się oczywiste, że będziemy musieli uregulować kwestię używania mediów cyfrowych, zwłaszcza w przypadku dzieci. Nie powinniśmy dawać im mediów cyfrowych zupełnie bezkrytycznie. Poza tym smartfony oznaczają dostęp do największej czerwonej dzielnicy, do najniebezpieczniejszych zbrodni na świecie. Czy chcemy, by znalazły się tam trzynastolatki? Na pewno nie! Zatem nie dawajmy im do ręki smartfonów!

 

Fakt, cyfrowe media to zalew informacji, nawet ja czuję się czasem przytłoczona.

W rzeczywistości to nie jest „zalew”, chodzi o typ informacji i afordancje, sposób oddziaływania smartfonów: „nie myśl, użyj Google.” To jest złe podejście do życia. Ludzie muszą się uczyć, jak myśleć samodzielnie. To najważniejszy filar demokracji. Jeśli przestaną myśleć samodzielnie, to jak będą mogli głosować?

 

Czy nie jest też tak, że dostajemy zbyt dużo informacji jednocześnie, zarazem każda z nich jest mało wartościowa?

Ten sposób myślenia jest niezupełnie zgodny z prawdą. W rzeczywistości sprawa jest znacznie prostsza. Potrzebujemy wiedzy, by oddzielić prawdę od fałszu. I – jeśli ktoś nie ma tej wiedzy, zostaje dosłownie zalany wszelkiego rodzaju wiadomościami bez możliwości odróżnienia nonsensu od prawdy. Dlatego też mamy obecnie do czynienia z wielkim światem „postfaktu” [termin odnoszący się do sytuacji, gdy manipulacja opinią publiczną jest bardziej istotna niż fakty – przyp. red]. Ale jeśli mamy społeczeństwo wyedukowane, to nie zaakceptuje ono fałszywych informacji, bo będzie w stanie odróżnić, co jest nonsensem, a co nie. Tego jednak nie da się osiągnąć używając Google, trzeba sięgnąć do własnej wiedzy. Dlatego nie możemy uczyć dzieci, jak poszukiwać informacji w Internecie. To strata czasu nie mająca nic wspólnego z edukacją.

 

Wydaje się jednak, że ten trend trudno będzie zatrzymać.

Myślę, że społeczeństwo, które chce przetrwać XXI wiek, musi nauczyć się z tym sobie radzić. Te, które tego nie uczynią, znikną, bo ich członkowie nie będą w stanie prowadzić takiego życia, jak teraz. Nie możemy sobie pozwolić na utrzymywanie wokół siebie ludzi, którzy nie są w stanie myśleć samodzielnie. Nie ma możliwości zachowania kultury Zachodu i zachodniego sposobu życia, jeśli dookoła będą idioci.

 

Należy więc mieć nadzieję, że ludzie zaczną znów rozmawiać, a nie używać mediów społecznościowych i emotikonów.

Dlatego napisałem Cyfrową demencję i kolejną książkę Cyberchoroby, w których przedstawiłem problem, podałem wyniki badań. Ja nie snuję przypuszczeń, hipotez. Wyliczam fakty, przedstawiam dowody, że powinniśmy na te procesy uważać. Wszystko, co możemy zrobić, to ochronić następne pokolenie przed najgorszymi efektami wpływu cyfrowych mediów. Korea Południowa, państwo z najlepszą cyfrową infrastrukturą, gdzie produkuje się najwięcej smartfonów, już ma prawo chroniące młodą generację. Jeśli kupujesz smartfon i nie masz jeszcze 18 lat, to instaluje się oprogramowanie, które blokuje treści pornograficzne i wypełnione przemocą. Czas używania smartfonu jest rejestrowany i jeśli przekracza pewną granicę, automatycznie powiadamia się rodziców, którzy dostają informację: „Pilnuj lepiej swojego dziecka, by nie używało tak długo smartfonu”. Jeśli po północy dochodzi do wejścia na strony internetowe z grami, to dostęp do nich zostaje zablokowany. Zatem najbardziej cyfrowe państwo, Korea Południowa, dostrzegło, że media cyfrowe są szkodliwe dla dzieci i nastolatków, i rząd wprowadził prawo chroniące tą grupę. Jestem przekonany, że inne kraje pójdą tą drogą.

 

W Polsce prowadzony jest program cyfryzacji szkół, zwiększający dostęp do komputerów i Internetu na wszystkich poziomach szkół państwowych. Podobnie jest w szkołach prywatnych.

To nie zadziała, cyfrowe media nie dają efektów w edukacji. Dzieci nie będą uczyć się lepiej, jeśli będą miały komputery i Internet. Narzędziami skutecznymi w szkole pozostają tablica, papier i ołówek. Niektóre dzieci już w przedszkolu korzystają z tabletów. Cóż, tablety w przedszkolu to naprawdę zło. Steve Jobs, twórca iPada, powiedział, że tablety nie są dla dzieci. Tablety są szkodliwe dla rozwoju mózgu, ponieważ utrudniają rozwój sensomotoryczny, a to wpływa na późniejszą edukację. Dlatego powinny być absolutnie zakazane. Podobnie jak każda inna technologia informatyczna, gdyż czyni krzywdę dzieciom.

 

A co z używaniem mediów do komunikacji i przekazywania emocji?

Dzieci powinny rozmawiać, a nie używać w tym celu programów typu Skype. Powinny wchodzić w fizyczną interakcję z innymi, uczyć się bezpośredniej komunikacji. Nikt nie nauczy się tego za pomocą ekranu, a już zwłaszcza dzieci. Dorośli to inna sprawa, ja sam używam komputera i Internetu, bo jeśli ktoś zajmuje się nauką lub medycyną, to korzysta z mediów jako narzędzi, a to są przede wszystkim narzędzia. Ale te same narzędzia, których używamy do pracy, nie są jednocześnie dobrym sposobem dla dzieci na spędzanie wolnego czasu. Aby używać tych narzędzi, trzeba bowiem pewnej wiedzy, bez niej są one bezużyteczne. Dlatego nie powinny być używane w przedszkolu czy szkole. Dopiero po ukończeniu szkoły, kiedy na przykład zaczyna się studia, te narzędzie stają się bardzo przydatne. A co z tzw. grami edukacyjnymi? Problem z grami edukacyjnymi jest taki, że nikt w nie nie gra. Przyznali to nawet ich twórcy. Zatem znów mamy do czynienia z lobby, które mówi nam: „Mamy fantastyczne gry edukacyjne”. Ale gdy młodzi ludzie grają, to zazwyczaj strzelają lub prowadzą samochody, uzyskując punkty za przejechanie innych. A to nie jest coś, czego chcielibyśmy nauczyć swoje dzieci. Zatem zapomnijmy o grach, gry nie pełnią żadnej roli edukacyjnej, są jedynie stratą czasu. Zarówno dzieci, jak i nastolatki nie powinny w ogóle korzystać z gier.

 

Niektórzy jednak twierdzą, że jeśli zbyt późno wprowadzimy komputery i Internet, to niektóre dzieci nie uzyskają odpowiednich kompetencji informatycznych.

To znów opinia pochodząca z owego najsilniejszego lobby i siejąca lęk w umysłach rodziców, którzy zaczynają się obawiać, że ich dziecko w przyszłości okaże się gorsze od innych. Chcą dać swoim dzieciom jak najlepsze możliwości startu. A lobby mówi im, że aby to osiągnąć, trzeba dziecku kupić komputer. To naprawdę bardzo cyniczne, gdyż robiąc to, uzyskają dokładnie przeciwny efekt. Nie możemy pozwolić, by największe na świecie firmy zrujnowały zdrowie i edukację naszych dzieci. Jeśli do tego dopuścimy, postąpimy bardzo nieodpowiedzialnie!

 

*Wiadomo, że informację, którą poznajemy w wersji papierowej, traktujemy poważniej, dzięki czemu pozostaje w naszej pamięci na dłużej.

 

*Tablety są szkodliwe dla rozwoju mózgu, ponieważ utrudniają rozwój sensomotoryczny, a to wpływa na późniejszą edukację. Dlatego powinny być absolutnie zakazane.